March 31, 2026 - 29 views
Mroźne, zimowe słońce rzucało blade światło na zaśnieżoną Polanę. Zeber Zebradiusz właśnie organizował zimowe zapasy, gdy nagle stało się coś dziwnego – jego kosz z suszonymi owocami poszybował w górę i... po prostu zniknął!
— Słyszę chrupanie... ale to chyba nie mróz! — pisnął Zając Złotouchy.
Wtedy powietrze zadrgało. Obok Zebera pojawił się Kameleon Leon. Jego skóra powoli przybierała biało-niebieskie barwy, idealnie wtapiając się w śnieżny krajobraz.
— Ahhh, przepraszam — szepnął Leon. — Jestem tak nieśmiały, że staję się niewidzialny, gdy widzę kogoś nowego.
Katastrofa łodzi „Kieł"
Nagle zza zamarzniętego cypla, z wielkim hukiem, wyłoniła się metalowa łódź podwodna „Kieł”. Sunęła po lodzie niczym olbrzymie sanki, a na jej pokładzie stał Mors Onufry, ocierając zmrożone wąsy.
— Na wszystkie meduzy! — ryknął kapitan. — Wpadliśmy na ukryty lodowiec! „Kieł” ma pęknięcie na dnie!
Z lasu, niczym pocisk, wytoczyła się twarda, metalowa kula. Z głośnym trzaskiem rozwinął się z niej Pancernik Andrzej w zaparowanych goglach.
— Spokojnie, kapitanie. Fachowiec na miejscu — odparł, wyciągając miniaturową spawarkę. — Ale w tej śnieżnej zamieci nic nie widzę! Nie trafię spawem w dziurę!
Nieoczekiwane rozwiązanie
— Leon, teraz ty! — zawołał Zeber. — Pokaż nam swoją moc!
Leon Kameleon wziął głęboki oddech, a jego skóra rozbłysła jaskrawym, pomarańczowym światłem, rozświetlając całą okolicę.
— Teraz to co innego! — ucieszył się Andrzej.
Posypały się iskry i po chwili „Kieł” był znów szczelny. Całą akcję z gałęzi pokrytej szronem obserwowała Sowa Mądrosława.
„Widzicie? Gdyby nie nieśmiałe ciepło Leona, odwaga Andrzeja na nic by się nie przydała. Pamiętajcie: to, co w was inne i ukryte, bywa najcenniejszym narzędziem.”
Niespodziewany gość
W mroźnym powietrzu zapadła cisza, którą przerwał ruch za śnieżną skarpą. Wychyliła się stamtąd mała, trzęsąca się postać o zupełnie gładkiej skórze.
— Patrzcie, jaka wielka, zmarznięta mysz! — zawołał zaskoczony Pancernik Andrzej.
Postać wyprostowała się dumnie, choć zęby dzwoniły jej z zimna: — Nie jestem mysz, tylko jeż, tylko jestem łysy — odparł Jeż Jerzy.
Zeber Zebradiusz aż parsknął śmiechem, ale Sowa Mądrosława natychmiast skarciła ich surowym spojrzeniem: — Czë Wa tak chùtkò zabãdzëlë czegò jô Was ùczëłam? — zapytała. — Wygląd to tylko okładka książki. Odrzucając kogoś za to, jak wygląda, tracisz szansę na poznanie przyjaciela.
Mors Onufry, zawstydzony, natychmiast otworzył właz: — Na mrożone krewetki! Wskakuj do środka na gorącą herbatę z cytryną. I nie gniewaj się na nas!
Wszyscy skryli się w ciepłym wnętrzu „Kła”, zostawiając mróz za grubymi ścianami i wspólnie czekając na nadejście wiosny.
Współtwórcy przygody
Dziękujemy naszym Słuchaczom za wspaniałe pomysły:
- Jakub z Rumi
- Wojtek (Volff) z Łężyc
- Tomek z Lęborka
- Paweł z Brus
Realizacja:
- Tekst: Kasia Sudoł
- Realizacja: Jacek Hoduń
- Ilustracja: Angelika Kummer
Podobała Ci się ta historia? Napisz w komentarzu, co powinno spotkać Zebra Zebradiusza w przyszłą środę!